Kiedy okaza艂o si臋, 偶e powstanie film na podstawie kr贸ciutkiej ksi膮偶ki przedstawiaj膮cej magiczne stworzenia ze 艣wiata Pottera, chyba nikt nie wiedzia艂 czego si臋 spodziewa膰. Ja s膮dzi艂am, 偶e pewnie dostaniemy jaki艣 film drogi, na kt贸rej kolejne przystanki b臋d膮 obfitowa膰 w nowe stworzenia, a偶 w ko艅cu poznamy wszystkie jakie Rowling wymy艣li艂a, a w tle mo偶e przewinie si臋 jaki艣 w膮tek przygodowo-mi艂osny. Okaza艂o si臋, 偶e jest lepiej.


Przede wszystkim film jest niezwykle uroczy. Niewiele przypomina filmy o Potterze, bo akcja rozgrywa si臋 zupe艂nie gdzie indziej i dotyczy ludzi doros艂ych, a nie nastolatk贸w. Zostaje nam jedynie to samo uniwersum i gdzieniegdzie przebijaj膮ca si臋 znajoma muzyka.
Akcja rozwija si臋 niejako na dw贸ch p艂aszczyznach – mamy misj臋 Newta Skamandera, polegaj膮c膮 na u艣wiadamianiu czarodziei na temat magicznych stworze艅 i dbaniu o dobro i bezpiecze艅stwo tych drugich. Ale jest te偶 p艂aszczyzna druga, mroczniejsza, dotycz膮ca dzia艂a艅 Grindelwalda. W tle zarysowuje si臋 sytuacja czarodziei w Ameryce.


Zaczn臋 od ostatniego, bo w tym kierunku pow臋drowa艂y moje my艣li od razu po seansie. Ca艂e t艂o spo艂eczne, czarodziejskie zachowania i zasady zosta艂y przedstawione mniej wi臋cej tak, jak Rowling zawsze przedstawia艂a je w ksi膮偶kach. Nigdy nie dawa艂a nam odpowiedzi na wszystkie pytania – tego jest zwyczajnie za du偶o – ale w ogromie detali mogli艣my zawsze doszuka膰 si臋 jakiej艣 sp贸jnej ca艂o艣ci, obrazu magicznej rzeczywisto艣ci. Dotychczasowe ekranizacje z uniwersum Pottera (mo偶e z wyj膮tkiem dw贸ch pierwszych cz臋艣ci – te ksi膮偶ki by艂y wystarczaj膮co kr贸tkie, by da艂o si臋 wiele przenie艣膰 na ekran) nie pozwala艂y na odtworzenie tego bogactwa. Tym razem mogli艣my nacieszy膰 si臋 naprawd臋 d艂ugimi scenami, kt贸re przybli偶a艂y nam magiczne stworzenia, a sceny w ministerstwie czy w domu bohaterek nie sprawia艂y wra偶enia po艣piesznie wci艣ni臋tych, bez wykorzystanego potencja艂u stworzonego przez Rowling 艣wiata. Przeciwnie – mo偶na niekt贸re sceny uzna膰 za przyd艂ugie, cho膰 chyba 偶aden potteromaniak nie b臋dzie mie膰 z tego powodu pretensji. Mnie zdecydowanie przypad艂o do gustu to, 偶e wyra藕nie ca艂a akcja zosta艂a napisana pod film i to wida膰, podczas gdy filmy o Potterze czasem wydawa艂y si臋 troch臋 poszatkowane. 
To jednak w kwestii 艣wiata przedstawionego - fabu艂a mog艂aby zosta膰 lepiej doszlifowana, bo brak tam r贸wnowagi, za du偶o jest rozdrabniania, kt贸re prezentuje si臋 dobrze, ale ostatecznie funduje troch臋 scen niepotrzebnych, troch臋 za bardzo rozlaz艂ych, kt贸re nie s膮 niezb臋dne i spowalniaj膮 dynamik臋. Film jest sympatyczny, ale z n贸g mnie nie zwali艂.



Nie jestem fank膮 urody Eddiego Redmayne’a, ani te偶 jego fank膮 w og贸le, wi臋c moja opinia na jego temat mo偶e by膰 tak obiektywna, jak to tylko mo偶liwe, a moim zdaniem zagra艂 艣wietnie (mistrzowska scena z wcale-nie-nosoro偶cem zas艂uguje na specjalnie wyr贸偶nienie – nie ka偶dy potrafi艂by odstawi膰 co艣 takiego i przy tym nie wygl膮da膰 idiotycznie, a jedynie tak ciekawie, jak zawsze wygl膮dali ekscentryczni czarodzieje w powie艣ciach Rowling). Przede wszystkim stworzy艂 posta膰 bardzo sympatyczn膮 i prezentuj膮c膮 si臋 lekko nieporadnie, dzi臋ki czemu nie ma si臋 wra偶enia, 偶e oto ogl膮damy kolejnego bohatera idealnego, kt贸remu wszystko wychodzi bo tak. Newt sp臋dzi艂 po prostu bardzo du偶o czasu studiuj膮c to, co robi i dzi臋ki pracy i do艣wiadczeniu doszed艂 do takiej wprawy, 偶e wiele rzeczy mu wychodzi, no i nie zapominajmy – w ko艅cu jest czarodziejem. Wraz z panem Kowalskim, rozbrajaj膮cym mugolem polskiego pochodzenia, kt贸rego losy przypadkiem krzy偶uj膮 si臋 z losami Newta, tworz膮 bardzo zgrany duet, kt贸ry ogl膮da si臋 z prawdziw膮 przyjemno艣ci膮 - g艂贸wnie jednak jako komediant贸w, bo dramaty i moralne rozterki gdzie艣 tam si臋 w filmie pochowa艂y. 


Tu przyznam, 偶e dla mnie w艂a艣nie ten team „robi” ca艂y film pod wzgl臋dem 艂apania widz贸w za serducho – ich 偶ycie uczuciowe schodzi na dalszy plan w nat艂oku tego, co dzieje si臋 na ekranie – i moim zdaniem bardzo dobrze si臋 dzieje. Dwie siostry, z kt贸rych jedna pr贸buje opanowa膰 niesfornego Newta, a drugiej (moja faworytka) wpad艂 w oko Kowalski, delikatnie wprowadzaj膮 romansow膮 atmosfer臋, ale (przynajmniej na pocz膮tku, bo potem si臋 oka偶e) nie ma mowy o niczym szczeg贸lnym - wszystko si臋 troch臋 rozmywa i jest family friendly. Mamy jednak sporo materia艂贸w i poszlak, kt贸re pewnie doczekaj膮 si臋 rozwini臋cia w kolejnych cz臋艣ciach „Fantastycznych zwierz膮t”.


Je艣li chodzi o ten drugi, Grindelwaldowy, w膮tek, to przypad艂 mi do gustu zdecydowanie mniej. Jasne, mamy w nim 艣wietnego Ezr臋 Millera, kt贸ry wygl膮da w tym filmie na tak sponiewieranego, 偶e a偶 trudno uwierzy膰, 偶e to ten sam Ezra z „Musimy porozmawia膰 o Kevinie”. C贸偶 jednak poradzi膰, kiedy mimo dobrej obsady otrzymujemy intryg臋 troch臋 za bardzo rozci膮gni臋t膮, a przy tym podan膮 troch臋 za szybko, nie klej膮c膮 si臋. Troch臋 mi tam brakowa艂o dynamizmu, podkr臋cenia atmosfery, troch臋 wi臋cej mi臋sa na ko艣ciach w膮tk贸w pobocznych. Mo偶e dzi臋ki temu zako艅czenie robi艂oby wi臋ksze wra偶enie, bardziej uderza艂oby w widz贸w i by艂oby bardziej klarowne. Tymczasem mnie intryga nie zd膮偶y艂a poruszy膰, a wr臋cz w pewnym momencie zacz臋艂am si臋 zastanawia膰 „ale jak to, to ju偶?”. My艣l臋, 偶e to dlatego, 偶e o ile do takiego Kowalskiego zd膮偶yli艣my si臋 przyzwyczai膰, pozna膰 jego ambicje i spos贸b bycia, to ten drugi w膮tek gdzie艣 tam si臋 przewija艂 i zdawa艂o si臋, 偶e idzie w kierunku A, kiedy nagle – hyc! – kierunek B, prosz臋 pa艅stwa, prosz臋 si臋 przejmowa膰. Pozostaje mie膰 nadziej臋, 偶e jako艣 si臋 to naprawi w nast臋pnej cz臋艣ci, 偶e w膮tek Newta i ten drugi, mroczny, b臋d膮 si臋 lepiej zaz臋bia膰.


Na sam koniec kilka s艂贸w o oprawie wizualnej i powiem szczerze, 偶e to jest to. Tych wszystkich nie艣mia艂k贸w, niuchaczy i innych magicznych futrzak贸w bardzo mi brakowa艂o w Potterze i cudownie by艂o si臋 im wszystkim przyjrze膰. Jeden czy dwa mo偶e by艂y troch臋 zbyt udziwnione jak na m贸j gust, ale z艂otopi贸ry gryfopodobny pan ca艂kiem mnie kupi艂. Szkoda tylko (ma艂y spoiler!), 偶e nie mia艂 szansy pob艂yszcze膰 na koniec w s艂o艅cu – mia艂by szans臋 przebi膰 scen臋 ze Smaugiem w drugiej cz臋艣ci „Hobbita” (koniec spoilera).



Poza tym 艣wietnie zosta艂y zgrane drobne elementy, kt贸re s膮 nam znane z dotychczasowych film贸w – jak cho膰by pewne detale w wystroju ministerstwa – z og贸lnym wygl膮dem minionej epoki – zar贸wno w kwestii wystroju wn臋trz jak i ubioru. Dzi臋ki temu dostali艣my co艣 ca艂kiem nowego, ale nie zupe艂nie obcego – taki efekt jak najbardziej zas艂uguje na pochwa艂臋. A na lata 20. czy 30. zawsze mi艂o jest popatrze膰.
Mam nadziej臋, i m贸wi臋 to z zachowaniem nale偶ytej powagi, 偶e w nast臋pnej cz臋艣ci przebiegnie przez ekran 1500 jednoro偶c贸w. W ko艅cu to magiczne stworzenia powinny by膰 tu g艂贸wnymi bohaterami.
Podsumowuj膮c, seansu nie odradzam, ale te偶 nie polecam entuzjastycznie. Nawet to, co mi si臋 nie podoba艂o nie zrobi艂o na mnie takiego wra偶enia, by si臋 bardzo oburza膰, a za to pewne elementy by艂y sympatyczne. Przekonajcie si臋 sami, je艣li jeste艣cie potteromaniakami, w innym wypadku zastan贸wcie si臋 czy nie wybra膰 czego艣 innego.



Do艣膰 d艂ugo zastanawia艂am si臋, czy w og贸le i艣膰 na „Dziwny przypadek psa nocn膮 por膮” do teatru, skoro ju偶 przeczyta艂am genialn膮 ksi膮偶k臋 i wszystko wiem, wszystkie emocje prze偶y艂am, a w g艂owie mam idealny obraz niezwyk艂ego sposobu my艣lenia g艂贸wnego bohatera – autystycznego ch艂opaka, Christophera, kt贸rego spotka艂a w 偶yciu krzywda, kt贸rej by膰 mo偶e nigdy w pe艂ni nie pojmie. Jak w teatrze mo偶na przekaza膰 meandry jego my艣lenia, prawie bolesne dla postronnego obserwatora oderwanie od rzeczywisto艣ci, jak wydoby膰 z widza te wszystkie podsk贸rne uczucia, nie daj膮c wgl膮du we wn臋trze, my艣li bohatera? Nie da si臋 – my艣la艂am. Patrz膮c na minimalistyczne dekoracje my艣la艂am – na pewno si臋 nie da. Ale si臋 myli艂am.


To, co najbardziej ceni臋 w powie艣ci Marka Haddona, na podstawie kt贸rej powsta艂a sztuka, to realizm, z jakim zosta艂y uchwycone trudy i niuanse 偶ycia autystycznego nastolatka. Tak jak w serii o Adrianie Mole’u mo偶emy 艣mia膰 si臋 z jego zabawnej i rozczulaj膮cej narracji, ale poza tym widzimy jak przykre jest jego 偶ycie, tak i w przypadku tej powie艣ci mamy do czynienia niejako z dwiema liniami narracji – z przykr膮 histori膮 ch艂opaka, kt贸rego rodzice nie radz膮 sobie z brzemieniem, jakim jest wychowywanie go, oraz ze wszystkimi dygresjami, kt贸re ilustruj膮 jak jego my艣li b艂膮dz膮 we wszystkich kierunkach, nie daj膮c do ko艅ca zda膰 sobie sprawy z w艂asnych problem贸w. Ba艂am si臋, 偶e opowie艣膰 w wersji teatralnej b臋dzie znacznie ubo偶sza znaczeniowo, ale jednak si臋 uda艂o. Minimalizm panuj膮cy na scenie pozwoli艂 dobitnie zilustrowa膰 my艣li Christophera: przy pomocy rysunk贸w, drobnych element贸w scenografii, czy gry 艣wiate艂. Dobrym pomys艂em okaza艂o si臋 zamienienie fragment贸w ksi膮偶kowej narracji w urywki z dziennika, kt贸ry odczytuje na g艂os szkolna pedagog. W ko艅cu za艣 niesamowicie spisali si臋 aktorzy trzecioplanowi, kt贸rym uda艂o si臋 stworzy膰 interpretacj臋 ca艂ego s膮siedztwa czy p臋dz膮cego t艂umu w metrze. Ma艂a i prosta scena okaza艂a si臋 wspaniale rozbudza膰 wyobra藕ni臋 widza.


Jestem zadowolona z pracy wszystkich aktor贸w, uda艂o im si臋 mnie wzruszy膰 i dobitnie przedstawi膰 emocje targaj膮ce bohaterami – cho膰 czego艣 brakowa艂o mi w postaci matki Christophera, w kt贸rej moim zdaniem tkwi艂o nieco wi臋cej potencja艂u. Ciekawe natomiast by艂o to, 偶e w 偶adnej postaci nie wyczyta艂am takiego zwyk艂ego ludzkiego wsp贸艂czucia, czy te偶 opieku艅czej sympatii w stosunku do bohatera – nawet wtedy, gdy jego sytuacja by艂a na tyle przykra, 偶e chyba nawet najwi臋kszy twardziel m贸g艂by na taki rodzaj emocji liczy膰. Mo偶liwe jednak, 偶e Marianne Elliott, re偶yserka, celowo posz艂a wspomnianym przeze mnie tropem dwutorowo艣ci i zdecydowa艂a si臋 nie narzuca膰 widzom wsp贸艂czucia, niech sami rozgryz膮, czy Christophera spotyka krzywd臋 i jak na to reagowa膰. Je艣li by艂 to zabieg celowy, to sprawdzi艂 si臋 – nie czu艂am si臋 jakbym ogl膮da艂a tani wyciskacz 艂ez.


To z mojej strony nie艂adnie, ale by艂am troch臋 uprzedzona do odtw贸rcy g艂贸wnej roli. Nie pasowa艂 mi z wygl膮du, wydawa艂 si臋 za ma艂o wra偶liwy, za stary. Chwil臋 zaj臋艂o mi przyzwyczajenie si臋 do niego na scenie. Kupi艂 mnie jednak ca艂kowicie. Nicolas Tennant uj膮艂 mnie wra偶liwo艣ci膮, po艣wi臋ceniem dla roli, niesamowit膮 pami臋ci膮 do d艂ugich i skomplikowanych kwestii, oraz niew膮tpliwym urokiem – kt贸rego si臋 po nim nie spodziewa艂am. Doda艂 bohaterowi tej niezb臋dnej g艂臋bi i uda艂o mu si臋 nie przerysowa膰 roli – za to ogromny plus. Jestem bardzo ciekawa jego dalszej kariery.


Na widowni, jeszcze przed spektaklem, s艂ysza艂am sporo rozm贸w na temat oczekiwa艅 co do sztuki. Spora cz臋艣膰 widz贸w ju偶 wcze艣niej zna艂a ksi膮偶k臋, ale by艂a ciekawa wersji „na 偶ywo”, cz臋艣膰 przyci膮gn臋艂a bliskich, kt贸rzy by膰 mo偶e maj膮 do ksi膮偶ek awersj臋. Moim zdaniem adaptacja jest na tyle wierna orygina艂owi (przyznam, 偶e mi臋dzy ksi膮偶k膮 a sztuk膮 mia艂am ponad roczn膮 przerw臋, wi臋c pewnych detali ju偶 nie pami臋ta艂am, ale sztuka cudownie od艣wie偶y艂a mi pami臋膰) i tak dobrze oddaje wszystkie niuanse, 偶e – cho膰 zwykle to odradzam – tym razem z r臋k膮 na sercu mog臋 powiedzie膰, 偶e mo偶na zdecydowa膰 si臋 na jedno z dw贸ch, zale偶nie od preferencji, i dostanie si臋 dok艂adnie t臋 sam膮 histori臋, tylko w innej formie. Co艣, co do tej pory mog艂am powiedzie膰 tylko o ekranizacji „Ha艅by” Coetzee’ego.

Na koniec bonus: je艣li wybieracie si臋 do Gielgud Threatre na „Dziwny przypadek psa nocn膮 por膮” to nie b臋dziecie 偶a艂owa膰 wykupienia miejsc w jednym z pierwszych rz臋d贸w ;) A tak偶e zosta艅cie na przerwie i nie wychod藕cie od razu po zako艅czeniu sztuki.


W zasadzie ka偶dy film mo偶na nazwa膰 filmem nie dla ka偶dego, bo chyba jeszcze si臋 taki nie znalaz艂, kt贸ry bez szemrania obejrza艂by absolutnie wszystko, co podetkn膮 mu pod nos, i jeszcze by艂by zadowolony z rezultatu. „Neon Demon” prawdopodobnie nale偶y do tej kategorii jednak troch臋 bardziej ni偶 wi臋kszo艣膰 tego, co mo偶na obejrze膰 w kinach, a wszystko za spraw膮 specyficznej oprawy wizualnej. Film mieni si臋 kolorami, b艂yska i skrzy si臋, pi臋kno przeplata si臋 – nie, mo偶e nie z brzydot膮, chyba 偶e t膮 wewn臋trzn膮, zgnilizn膮 moraln膮 – ale z szale艅stwem, dziko艣ci膮, surrealizmem. To, w gruncie rzeczy, prosta historia dziewczyny w wielkim mie艣cie, ale historia, kt贸ra sama w sobie nie jest zbyt istotna, a dzi臋ki Lynchowskiej stylistyce nabiera mocnego rozp臋du. Jednak czy rozp臋dzi艂a si臋 w dobrym kierunku i do odpowiedniej pr臋dko艣ci?

Podobne filmy ju偶 by艂y. Pisa艂am o serialu „Pot i 艁zy”, kt贸ry przedstawia histori臋 aspiruj膮cej primabaleriny, przywo艂ywa艂am „Czarnego 艁ab臋dzia” czy „Show Girls”. Doda膰 do tego miksu troch臋 Lynchowskiego surrealizmu, i bogatych obraz贸w jak z „Wielkiego Pi臋kna” i mamy recept臋 na nowy film i lekkie deja vu. Je艣li komu艣 wspomniane przeze mnie tytu艂y niewiele m贸wi膮, a od mieszanki zmys艂owo艣ci i surrealizmu trzymaj膮 si臋 z daleka,  wtedy tak, mo偶e poczu膰 si臋 filmem zadziwiony. My艣l臋 jednak, 偶e „Neon Demon” nie ma aspiracji by szokowa膰. Ten film jest uczt膮 dla oczu, porzuca realizm na rzecz symbolizmu. W swej ostro艣ci i pikanterii nie jest zbyt dosadny, nie daje do ko艅ca jasnych odpowiedzi, ani ich nie szuka. Ostatecznie jednak ukazuje ludzkie s艂abo艣ci, a do tego momentu groteska narasta do tego stopnia, 偶e nie mo偶e by膰 mowy o moralizatorstwie, a jedynie o zabawie form膮.


Jesse (Elle Fanning) jest troch臋 jak z bajki Disney’a: niewinna ksi臋偶niczka, ol艣niewaj膮ca od pierwszego wejrzenia swoim naturalnym pi臋knem. W Los Angeles nikt nie jest tak niewinny ani naturalnie pi臋kny, wi臋c – rzecz jasna – to si臋 ceni. I tego si臋 zazdro艣ci. Droga rozwoju Jesse w karierze modelki nie jest tu jednak kluczowa. Cho膰 obserwujemy jak nawi膮zuje relacje i jak si臋 zmienia, a przemian臋 przechodzi spektakularn膮 i zaskakuj膮c膮, to ostatecznie najwi臋ksze wra偶enie w filmie robi to jak bardzo w pewnym momencie re偶yser odrywa si臋 od rzeczywisto艣ci, by zaadoptowa膰 coraz wi臋cej element贸w ba艣niowych, surrealistycznych, odwr贸conych schemat贸w i przerysowanych obraz贸w. Dominuj膮 one ca艂y film, spychaj膮c niekt贸re w膮tki na dalszy plan, innych zupe艂nie nie rozwi膮zuj膮c – w ko艅cu zwyk艂e 偶ycie i zwykli ludzie w 艣wiecie takich modelek nie jest warte odnotowania (co mo偶e irytowa膰 widz贸w spragnionych fabu艂y).


Warstwa symboliczna (nie myli膰 z filozoficzn膮) jest w filmie obecna od samego pocz膮tku. Podczas gdy Jesse w swej naturalno艣ci zachowuje si臋 bardzo ludzko, nieraz niezr臋cznie b膮d藕 rozbrajaj膮co niewinnie, jej kole偶anki po fachu – do艣wiadczone modelki po przebytych licznych operacjach plastycznych – wypadaj膮 bardzo sztucznie, recytuj膮c teksty bez wyrazu i prawdziwych emocji, u偶ywaj膮c jedynie wystudiowanych gest贸w. Co艣, co z pocz膮tku mo偶e wydawa膰 si臋 kiepsk膮 gr膮 aktorsk膮, okazuje si臋 z czasem kolejnym zabiegiem stylistycznym. Wy艂awianie tego typu smaczk贸w i drobiazg贸w to jedna z wi臋kszych przyjemno艣ci p艂yn膮cych z ogl膮dania „Neon Demon”.



Wiele os贸b, wychodz膮c z kina, zwraca uwag臋 na pulsuj膮c膮 muzyk臋 i energetyczn膮 atmosfer臋, dla mnie jednak si艂a filmu zdecydowanie tkwi w warstwie wizualnej. Niemal ka偶dy kadr mo偶na smakowa膰 godzinami. Szczeg贸lnie magiczn膮 i zapadaj膮c膮 w pami臋膰 by艂a dla mnie scena z pum膮, kt贸rej nieokie艂znana energia by艂a ciekawym zwiastunem nadchodz膮cej atmosfery zagro偶enia, a tak偶e przeobra偶enia bohaterki. Ciekawe jak Jesse, od pocz膮tku 艣wiadoma swojego pi臋kna, stopniowo porzuca otoczk臋 niewinno艣ci by okaza膰 si臋 coraz bardziej pusta w 艣rodku. Ale ta jej droga wcale nie jest osi膮 filmu, tak naprawd臋 fabu艂a jest szcz膮tkowa i znaczy niewiele w og贸lnym rozrachunku, na co szczeg贸lnie wskazuje zako艅czenie. Dlatego wybieraj膮cym si臋 do kina proponuj臋 przede wszystkim wczu膰 si臋 w atmosfer臋, wyluzowa膰, przetrze膰 okulary i przygotowa膰 na to, 偶e po wyj艣ciu na dw贸r wszystko wyda si臋 na chwil臋 szare i nijakie, ale za to swojskie. To przedziwne zderzenie z rzeczywisto艣ci膮 jest ciekawym efektem ubocznym seansu w kinie.


Wr贸c臋 jeszcze do kwestii tempa i kierunku, w jakim pod膮偶a film. To, 偶e coraz bardziej odrywa si臋 od rzeczywisto艣ci jest moim zdaniem plusem, pozwala rozwin膮膰 skrzyd艂a tw贸rcom odpowiedzialnym za form臋, hipnotyzuje. Jednak ostateczny moment kiedy film staje si臋 surrealistyczno-symboliczny, jest moim zdaniem umiejscowiony troch臋 p贸藕no, niejako w formie zwie艅czenia utworu. Zastanawiam si臋 czy nie by艂oby ciekawiej gdyby skr臋ci膰 w t臋 stron臋 ju偶 wcze艣niej, a by艂o ku temu wiele okazji. Film przede wszystkim czaruje obrazem, wi臋c dlaczego by nie skorzysta膰?

Na koniec uwaga og贸lna, nie ode mnie osobi艣cie, poniewa偶 ja filmy dziwne i makabryczne bardzo lubi臋, wi臋c mnie szokuje niewiele, ale: film mo偶e by膰 szokuj膮cy. Od krwawych obraz贸w, przez seksualizowan膮 przemoc, po nekrofili臋, w „Neon Demon” roi si臋 od wszelkiego rodzaju dziwactw i okropno艣ci. Czy jednak b臋dziemy si臋 tego ba膰 i brzydzi膰, czy raczej potraktujemy jako element wystroju niczym w wideoklipie Lady Gagi, to ju偶 zale偶y od nas samych.

Polecam na du偶ym ekranie, na luzie, bez zawy偶onych oczekiwa艅. 
Wyjazd do Japonii nie przytrafia si臋 codziennie, wi臋c trzeba tak膮 okazj臋 dobrze wykorzysta膰, du偶o prze偶y膰 i du偶o zobaczy膰. Problem w tym, 偶e wsz臋dzie jest tak pi臋knie i tak niespodziewanie, 偶e kiedy ju偶 cz艂owiek wyl膮duje w jednym miejscu, to wcale nie ma ochoty go zbyt pr臋dko opuszcza膰. W podj臋ciu tej trudnej decyzji pomaga tylko wiedza, 偶e tu偶 za rogiem czai si臋 wi臋cej, a potem i jeszcze wi臋cej. I 偶e mimo wszystko to wcale nie taki koniec 艣wiata i zawsze mo偶na si臋 pocieszy膰, 偶e mo偶e jeszcze kiedy艣 tu wr贸cimy.

Ja sama problem z ruszeniem si臋 z miejsca mia艂am ju偶 na samym lotnisku Tokio Narita, poniewa偶 w samolocie trafi艂am na tak mi艂e towarzystwo i po przyje藕dzie by艂am tak szcz臋艣liwa, bo dotar艂am i jest cudownie (a nawet lepiej ni偶 si臋 spodziewa艂am, bo w kwietniu powietrze jest bez por贸wnania przyjemniejsze ni偶 latem), 偶e musia艂am sobie po prostu troch臋 posiedzie膰 na 艂awce i si臋 pou艣miecha膰. Potem by艂o ju偶 tylko lepiej, a ka偶dy kolejny dzie艅 przy膰miewa艂 poprzedni.

Japonia tradycyjna to co艣, czego szuka wi臋kszo艣膰 przyjezdnych, kt贸rzy nas艂uchali si臋 o szogunach i gejszach, lub napatrzyli na buddyjskie lub shintoistyczne 艣wi膮tynie w filmach i na zdj臋ciach. I owszem, ogl膮daj膮c takie (przepi臋kne, przyznam) obrazki, mo偶na sp臋dzi膰 ca艂y pobyt w tym kraju, ale nie jest to jedyne, co Japonia ma do zaoferowania. Nie jest te偶 jednak prawd膮, 偶e w Japonii na ka偶dym kroku mo偶na spotka膰 oszala艂ych fan贸w anime albo cosplay'er贸w, 偶e wsz臋dzie czai si臋 wysoce zaawansowana futurystyczna technologia (cho膰 wiele toalet ma guziczki, to jednak nie jest to 偶adna filozofia). Oczywi艣cie, zar贸wno fani tradycji jak i nowoczesno艣ci mog膮 si臋 poczu膰 w Japonii jak w raju, sama czerpa艂am z tych mo偶liwo艣ci pe艂nymi gar艣ciami, dla mnie jednak urok tego miejsca znajduje si臋 gdzie艣 pomi臋dzy. Pomi臋dzy misk膮 ry偶u z surowym jajkiem i sosem sojowym na 艣niadanie, a origami w kszta艂cie 偶urawia, kt贸rym przemi艂a sprzedawczyni cz臋stuje po sprzedaniu poczt贸wki. Dlatego w艂a艣nie postanowi艂am napisa膰 nie dziennik z podr贸偶y, nie relacje z kolejnych miejsc, bo o tym mo偶ecie poczyta膰 wsz臋dzie, a w艂a艣nie takie lu藕ne wspomnienia tego, co najbardziej utkwi艂o mi w pami臋ci.

Cz臋艣ciowo opad艂e p艂atki japo艅skiej wi艣ni w parku Shinjuku (na drzewach wci膮偶 cudownie r贸偶owo)

M贸wi si臋, 偶e w Japonii wszyscy siedz膮/stoj膮/id膮 z nosami w telefonach i c贸偶… jest to prawda. Ta cecha uaktywnia si臋 przede wszystkim w transporcie miejskim, kiedy to naprawd臋 wszyscy maj膮 wyci膮gni臋te telefony i zawzi臋cie w nich grzebi膮. Trzeba jednak zaznaczy膰, 偶e robi膮 to kulturalnie. G艂os w g艂o艣nikach w metrze i poci膮gach nieustannie prosi o wy艂膮czenie d藕wi臋ku w kom贸rkach i powstrzymanie si臋 od rozm贸w, jest wi臋c do艣膰 cicho i przyjemnie. W poci膮gach, je艣li zachodzi potrzeba, mo偶na p贸j艣膰 na koniec wagonu i tam odby膰 wa偶n膮 rozmow臋. To japo艅skie pos艂usze艅stwo i trzymanie si臋 zasad ogromnie umila 偶ycie codzienne. Nikt nie pcha si臋 do drzwi metra, bo wszyscy grzecznie stoj膮 w kolejkach w wyznaczonych miejscach (przy kt贸rych drzwi nadje偶d偶aj膮cego poci膮gu ustawione b臋d膮 co do centymetra, wi臋c nie ma mowy o niespodziankach) i wprawdzie nawet najbardziej krucho wygl膮daj膮ca staruszka wepchnie si臋 do zape艂nionego wagonu z si艂膮 i moc膮 konia poci膮gowego, to jednak zrobi to w swoim czasie i nie wcze艣niej, dopiero jak wszyscy wyjd膮, a ludzie z kolejki przed ni膮 zapakuj膮 si臋 do 艣rodka.

G贸ra Fuji w pe艂nej krasie. Wcale nie tak 艂atwo trafi膰 na taki dzie艅, kiedy g贸r臋 tak 艂adnie wida膰.

Bai bai to nowe japo艅skie say艒nara, bo tego drugiego wi臋kszo艣膰 spo艂ecze艅stwa ju偶 nie u偶ywa. Japo艅czycy, zwykle m艂odzi, ale nie tylko, zachwycaj膮 takich obcokrajowc贸w jak ja, przeprowadzaj膮c swoje rytua艂y po偶egnalne po wieczornych spotkaniach. Polega to na tym, 偶e para b膮d藕 grupka znajomych ustawia si臋 naprzeciwko siebie (o ile to mo偶liwe – w k贸艂eczku) i z odleg艂o艣ci metra wszyscy machaj膮 do siebie przez d艂u偶szy czas, wo艂aj膮c bai bai. Jest to tak urocze, 偶e cz艂owieka nachodzi ochota na mocn膮 kaw臋, 偶eby zr贸wnowa偶y膰 te s艂odkie uczucia. 

 Metropolitan Government Building. Jeden z darmowych punkt贸w widokowych w Tokio.

Wr臋czanie reszty w sklepie to kolejny ca艂y rytua艂, kt贸ry robi wra偶enie i, jak cz艂owiek po艣wi臋ci mu cho膰 chwil臋 refleksji, okazuje si臋 mie膰 bardzo du偶o sensu i zas艂uguje na zaimplementowanie na ca艂ym 艣wiecie. Niekt贸rym wiadomo, 偶e w Japonii uprzejmo艣膰 wymaga wr臋czania czegokolwiek przy u偶yciu obu r膮k – to samo tyczy si臋 wr臋czania reszty w sklepie. Tak wi臋c, pi臋knie odliczone i malowniczo „pstrykni臋te” palcem banknoty (w kolejno艣ci od najwi臋kszego do najmniejszego nomina艂u, twarz膮 zdobi膮cego je Japo艅czyka w nasz膮 stron臋) w臋druj膮 do naszego portfela, a w nast臋pnej kolejno艣ci – w drugiej turze – tako偶 u艂o偶one monety umieszczone na rachunku, kt贸ry r贸wnie偶 zostaje podany obiema d艂o艅mi. Kiedy cz艂owiek nauczy si臋 to obs艂ugiwa膰 to zaczyna 偶a艂owa膰, 偶e jest to tylko japo艅ski zwyczaj, bowiem wsypywanie monet do portfela jeszcze nigdy nie by艂o takie sprawne jak przy u偶yciu karteczki. Takie drobne udogodnienia Japo艅czycy opanowali do perfekcji.

Z艂oty Pawilon w Kioto. Nie wida膰 tego t艂umu za moimi plecami. 

Jedno z moich najmilszych wspomnie艅, cho膰 to straszny drobiazg, dotyczy przejazdu mi臋dzy Kioto a Himeji. Shinkansen jak shinkansen, lepszy ni偶 poci膮gi PKP, ale nie ma powodu, 偶eby od razu mdle膰 z zachwytu. Jednak ten jeden konduktor… Trzeba wam wiedzie膰, 偶e w Japonii nic nie dzieje si臋 przypadkiem. Podczas gdy u nas konduktor mo偶e sobie biega膰 po ca艂ym poci膮gu i nigdy nie ma pewno艣ci czy mamy te nasze bilety wyci膮ga膰, czy jeszcze nie, to w Japonii nie my jeste艣my dla konduktora, a konduktor dla nas. M艂ody m臋偶czyzna w pe艂nym umundurowaniu otwiera drzwi wagonu, przystaje w nich na moment i leciutko k艂ania si臋 z przemi艂ym u艣miechem na twarzy. Potem przyst臋puje do sprawdzania bilet贸w, a jego uprzejmej 偶yczliwo艣ci nie ma r贸wnych. Takim sposobem przemierza wagon za wagonem, ale na tym nie koniec – bo do wagon贸w nie tylko trzeba wej艣膰, ale jeszcze z ka偶dego nale偶y si臋 wydosta膰; oczywi艣cie – r贸wnie uprzejmie. I tak okazuje si臋, 偶e wagonu nie mo偶na tak po prostu opu艣ci膰, nie zwracaj膮c uwagi na pasa偶er贸w. Nale偶y si臋 odwr贸ci膰 i uk艂oni膰 by okaza膰 sw贸j szacunek. Kiedy robi to powa偶ny, przyzwyczajony do swojej pracy starszy pan, jest to ca艂kiem mi艂e. Ale gdy robi to szczerze u艣miechni臋ty m艂odzieniec – rozczulenie trzyma cz艂owieka przez ca艂y dzie艅. 

Ca艂y t艂um figurek Maneki Neko przy 艣wi膮tyni Gotokuji w Tokio, sk膮d pochodz膮.

Niewielu Japo艅czyk贸w dogaduje si臋 po angielsku, ale – wbrew kr膮偶膮cym opiniom – dogada膰 si臋 mo偶na bardzo 艂atwo, u偶ywaj膮c kilku podstawowych zwrot贸w, a w kluczowych miejscach przekonuj膮c si臋, 偶e z angielskim nie jest znowu tak tragicznie. Na stacji czy w hotelu dogadacie si臋 spokojnie, o drog臋 te偶 zapytacie i jeszcze dostaniecie pi臋kn膮 mapk臋. Engrish – czyli taki japo艅ski angielski – jest jednak wszechobecny i prawdziwie rozczulaj膮cy (szczeg贸lnie mnie, jako anglistk臋). Koszulki z niegramatycznymi nadrukami po angielsku mo偶na spotka膰 bardzo cz臋sto, bo oczywi艣cie znajomo艣ci膮 angielskiego warto si臋 popisa膰, nawet je艣li jest w膮tpliwa. W japo艅skich piosenkach co chwil臋 mo偶na te偶 wychwyci膰 jakie艣 losowe angielskie s艂贸wko, bo tak jest bardziej fancy. Ale najbardziej spodoba艂o mi si臋 rozszyfrowywanie komunikat贸w na niekt贸rych (bo oczywi艣cie nie wszystkie przet艂umaczone s膮 藕le) znakach w miejscach publicznych. M贸j ulubiony, z parku przy 艣wi膮tyni Heian w Kioto, brzmi nast臋puj膮co:
“When crossing [nazwa stawu zapisana znakami Kanji] be careful of the footing sufficiently. Understand beforehand because the responsibility can not be assumed about the accident in case and so on.”
Pi臋kne? Pi臋kne.

Troch臋 japo艅skiego folkloru. Od przodu nie poka偶臋 ;)


Japo艅czycy to bardzo sprawny nar贸d. Nie da si臋 inaczej, kiedy prawie ca艂e 偶ycie domowe toczy si臋 na pod艂odze, ci膮gle trzeba si臋 k艂ania膰 i dobrze jest regularnie wspi膮膰 si臋 na jak膮艣 艣wi臋t膮 g贸r臋 czy do kt贸rej艣 ze 艣wi膮ty艅. Nie dziw wi臋c, 偶e na ka偶dym kroku, a szczeg贸lnie w mniejszych miejscowo艣ciach, mo偶na natkn膮膰 si臋 na rowerzyst贸w, a ju偶 od 艣witu parki i alejki zape艂niaj膮 staruszkowie uprawiaj膮cy jogging. Parki s膮 do chodzenia, a nie do siedzenia, wi臋c bardzo cz臋sto 艂awek po prostu nie ma (a jak chce si臋 spr贸bowa膰 hanami, czyli podziwiania kwitn膮cych wi艣ni, to najlepiej zaopatrzy膰 si臋 we w艂asny kocyk i troch臋 prowiantu czy nawet alkoholu – co jest jak najbardziej dozwolone i bardzo mi艂o jest zrobi膰 sobie tak膮 posiad贸wk臋 na przyk艂ad noc膮 nad rzek膮 w Kioto, a i na 艣rodku pewnej bocznej uliczki w okolicach tokijskiego Ikebukuro widzia艂am pan贸w na spokojnie s膮cz膮cych piwko). Na metro czy poci膮g owszem, zdarza si臋 czeka膰 na krzese艂kach, jednak zdecydowanie preferowanym sposobem jest ustawienie si臋 w kolejce. Posiedzie膰 sobie mo偶na wieczorem, w knajpce. Wcze艣niej nie ma czasu, bo trzeba zwiedza膰.

Widok na Tokio z Metropolitan Government Building.

Jak ju偶 Japonia, to trzeba by艂o odhaczy膰 kilka typowych dla tego kraju miejsc, takich jak kocia kawiarnia. Wyszuka艂am wi臋c sobie na miejscu spis takich przybytk贸w i wybra艂am jeden, wygodnie po艂o偶ony, z dobrymi ocenami klient贸w. Troch臋 si臋 pob艂膮dzi艂o podczas przechodzenia ogromnym i szerokim przej艣ciem nadziemnym, ale to tylko dodatkowa przygoda i wi臋cej cudownie przypadkowego zwiedzania! Na miejscu bardzo kocio. Pomieszczenie malutkie, ale kolorowe i przyjemne, zakocenie na zadowalaj膮cym poziomie. Pani z obs艂ugi daje do przeczytania regulamin i cennik po angielsku (cena naliczana za czas pobytu) i zaprasza do cieszenia si臋 miaucz膮cym towarzystwem. Kotki przer贸偶nej ma艣ci le偶膮, siedz膮 i chodz膮 tu i tam, czas p艂ynie bardzo szybko. Moj膮 uwag臋 zwraca jednak samotny pan w garniturze, z pracownicz膮 plakietk膮 na szyi. Jest jedynym klientem. Zdj膮艂 marynark臋 i sm臋tnie macha patyczkiem 偶eby przyci膮gn膮膰 uwag臋 jakiego艣 czworonoga, ale na pr贸偶no. M臋偶czyzna nie przejmuje si臋 tym, siedzi sobie spokojnie, znajduj膮c ukojenie po pracy, chwil臋 odpoczynku w miejscu, gdzie nikt mu nie przeszkadza i nikt nie ma wymaga艅. Gdybym mia艂a wr贸ci膰 do neko cafe to najbardziej na 艣wiecie chcia艂abym zobaczy膰 tam nie kt贸rego艣 z pi臋knych kot贸w, a tego m臋偶czyzn臋 – tym razem z u艣miechem na twarzy.

To wszystko w tej cz臋艣ci – szykuje si臋 jeszcze wi臋cej. Je艣li chcieliby艣cie poczyta膰 o czym艣 bardziej konkretnym, b膮d藕 macie pytania – piszcie w komentarzu!




W kinie niemym s艂owa – oczywi艣cie – nie pada艂y, ale gra aktorska by艂a bardzo specyficzna, wyrazista i teatralna, aby przejrzy艣cie przekaza膰 prze偶ycia bohater贸w. Poza tym, cz臋艣ciej lub rzadziej, na ekranie pojawia艂y si臋 plansze z najwa偶niejszymi kwestiami czy dialogami i ostatecznie trzeba przyzna膰, 偶e milczenie zwykle nie nios艂o za sob膮 najmniejszych problem贸w ze zrozumieniem przekazu, ani te偶 nie wymaga艂o od widz贸w ponadprzeci臋tnej empatii, kt贸ra by艂aby niezb臋dna do wsp贸艂odczuwania z bohaterami. Dzi艣 zabieg ograniczenia ilo艣ci s艂贸w, a nawet ca艂kowitego wyzbycia si臋 ich jako 艣rodka przekazu, to wi臋ksza rzadko艣膰, ruch cz臋sto ryzykowny. Jeste艣my przyzwyczajeni do prostego kina akcji i lekkich komedii, cz臋sto chodzimy do kina aby odp艂yn膮膰 daleko od codziennych problem贸w, zrelaksowa膰 si臋 i podda膰 filmowym sztuczkom, kt贸re pozwalaj膮 widzom ograniczy膰 wysi艂ek umys艂owy. Czasem wr臋cz przeciwnie – spragnieni jeste艣my intelektualnego wysi艂ku, zabawy s艂owem, szukania nawi膮za艅 i polemiki z autorem, g艂臋bszej refleksji. Jednak jest te偶 ta trzecia (w uproszczeniu podzielmy kino na trzy) mo偶liwo艣膰, kt贸ra celuje prosto w serce i tylko tam. A sercu s艂贸w nie potrzeba, zostawmy je rozumowi.

Chc臋 wam dzi艣 przedstawi膰 kilka film贸w, kt贸re przemawiaj膮 tylko, lub przede wszystkim, obrazem, przemawiaj膮 do g艂臋boko ukrytych emocji i poruszaj膮 je w taki spos贸b, 偶e czujemy w sobie jak膮艣 zmian臋, cho膰 nie umiemy do ko艅ca jej okre艣li膰. To filmy, nad kt贸rymi nie trzeba si臋 zastanawia膰, ale warto je poczu膰.


Pusty dom (Bin Jip) – Kim Ki-duk, 2004

To nie tylko m贸j ulubiony film z cyklu tych, w kt贸rych pada niewiele s艂贸w – to w og贸le jeden z moich ulubionych film贸w; jeden z tych, kt贸re rozpali艂y we mnie mi艂o艣膰 do kina azjatyckiego (mo偶e jeszcze o tym napisz臋, ale moim zdaniem nikt tak dobrze nie rozumie i nie przedstawia tematu samotno艣ci jak Azjaci). To r贸wnie偶 idealny wyb贸r je艣li kto艣 chcia艂by rozpocz膮膰 swoj膮 przygod臋 z re偶yserem – Kim Ki-dukiem. Trudno znale藕膰 gdzie艣 tyle magii i spokoju, tak przejmuj膮cego pi臋kna. Ten film to zen.

Sun-hwa pi臋kn膮 jest 偶on膮 bogatego m臋偶czyzny, kt贸ry stosuje przemoc domow膮. Tae-suk, pod nieobecno艣膰 w艂a艣cicieli, w艂amuje si臋 do przypadkowych mieszka艅, sprz膮ta, robi pranie i dokonuje drobnych napraw, a po paru dniach znika bez 艣ladu, jak duch. Kt贸rego艣 dnia Tae-suk trafia do domu, kt贸ry nie jest opuszczony – mieszka w nim Sun-hwa. Wszystko sko艅czy艂oby si臋 z momencie powrotu okrutnego m臋偶a z pracy, jednak pomi臋dzy m艂odymi lud藕mi nawi膮zuje si臋 – bez s艂贸w – nic porozumienia i kobieta spontanicznie opuszcza dom w towarzystwie nieznajomego i zaczyna dzieli膰 z nim specyficzny styl 偶ycia. Gdybym mia艂a por贸wna膰 do czego艣 „Pusty dom”, to prawdopodobnie wybra艂abym por贸wnanie do haiku. W pierwszy wersie si臋 poznaj膮, w drugim wiod膮 niezauwa偶alne 偶ycie lekkiego zefirku, a w trzecim wykorzystuj膮 t臋 umiej臋tno艣膰 i staj膮 si臋 silniejsi oraz przeciw wszystkiemu – na sw贸j spos贸b razem, na sw贸j w艂asny spos贸b szcz臋艣liwi.


Plemi臋 (Plemya) – Miros艂aw S艂aboszpycki, 2014

Film o tyle ciekawy, 偶e faktycznie nie pada w nim praktycznie ani jedno s艂owo – bohaterowie pos艂uguj膮 si臋 j臋zykiem migowym, a tw贸rcy celowo nie umie艣cili 偶adnych podpis贸w czy t艂umaczenia. „Plemi臋” opowiada bardzo trudn膮 histori臋 m艂odzie偶y ucz膮cej si臋 w szkole z internatem, dla os贸b g艂uchoniemych. G艂贸wny bohater, nowy w szkole, musi wpasowa膰 si臋 w 艣wiat pe艂en przemocy i niebezpiecze艅stw, ci膮g艂ych zatarg贸w z prawem, prostytucji i niesprawiedliwo艣ci. Cho膰 niepe艂nosprawni, nikt nie powie o bohaterach tego filmu, 偶e s膮 s艂abi. Bije od nich zdecydowanie i si艂a, nawet je艣li s膮 zagubieni w tym ogromnym 艣wiecie. Jednak nawet na skraju wytrzyma艂o艣ci nie zatrzymuj膮 si臋, nie roztkliwiaj膮, tylko brn膮 mocniej i dalej, pod wp艂ywem instynktu, a偶 robi si臋 za p贸藕no na odwr贸t.

Mimo minimalizmu, a mo偶e w艂a艣nie przez kontrast jaki tworzy z nieprzyjemn膮 tematyk膮, film dostarcza du偶ych wra偶e艅. Kiedy bohaterowie o co艣 si臋 k艂贸c膮, wychwytujemy w tym tylko podstawowe uczucia, nie ogarniamy sytuacji rozumowo. Wychodzimy z seansu z poczuciem, 偶e obejrzeli艣my trudn膮, realistyczn膮 histori臋, bez zb臋dnego moralizatorstwa, a tylko od nas samych zale偶e膰 b臋dzie ko艅cowa interpretacja zachowania bohater贸w, kt贸rych ogl膮damy przecie偶 z du偶ego dystansu i mo偶emy sobie ich dialogi dopowiada膰, ale nigdy nie b臋dziemy mie膰 pewno艣ci. Troch臋 tak, jakby艣my obserwowali ich przez lornetk臋 i pr贸bowali u艂o偶y膰 kawa艂ki w jeden obrazek.


Przed rozstaniem (Last Summer) Leonardo Guerra Ser脿gnoli, 2014

Ta produkcja, cho膰 nie tak azjatycka jak „Pusty dom” (jedynie g艂贸wna bohaterka jest Japonk膮) ma w sobie w艂a艣nie to azjatyckie pi臋kno i spok贸j, o kt贸rym m贸wi艂am wcze艣niej. Dominuj膮 tu przepi臋kne, d艂ugie uj臋cia, kamera spokojnie 艣ledzi bohater贸w, a najwa偶niejsze relacje narysowane s膮 subtelnie i bez zb臋dnych s艂贸w, natomiast t艂o akcji ograniczone jest do minimum. Bardzo ceni臋 takie filmy, w kt贸rych nie ma wszystkiego, gdzie w艂a艣ciwie brakuje wi臋cej ni偶 dostajemy, ale dzi臋ki temu mo偶emy w pe艂ni skupi膰 si臋 na tym, co mamy.

W „Przed rozstaniem” Naomi, pos膮gowa pi臋kno艣膰, dostaje kilka dni na neutralnym gruncie (w tym przypadku na jachcie) na po偶egnanie si臋 z synkiem. Nie wiemy co dok艂adnie zrobi艂a, ale nie b臋dzie mog艂a si臋 z nim widzie膰 do czasu, a偶 dziecko osi膮gnie pe艂noletnio艣膰. Problem z po偶egnaniem jest jednak taki, 偶e ch艂opiec wyra藕nie prawie nie zna matki, a wi臋kszo艣膰 obs艂ugi nastawiona jest do kobiety bardzo wrogo, bazuj膮c na plotkach i strz臋pkach informacji. Zbli偶enie si臋 do syna jest wi臋c dla Naomi czym艣 bardzo trudnym, bo 偶a艂uje swojej nieobecno艣ci, a ma zbyt ma艂o czasu na naprawienie b艂臋d贸w. Do syna musi podchodzi膰 jak do p艂ochliwego zwierz膮tka, bo najmniejszy b艂膮d m贸g艂by przekre艣li膰 jej szanse na zdobycie zaufania dziecka, kt贸re jest pod wp艂ywem wrogich jej ludzi. Te kilka dni na jachcie to przepi臋kna opowie艣膰 o budowaniu relacji, trudnych decyzjach i tragedii rozstania – zosta艂a jednak namalowana jak obraz, w spos贸b zapieraj膮cy dech w piersiach i pozwala nam bez t艂umacze艅 poczu膰 emocje kobiety i dziecka.


Odrodzenie (Ai No Yokan) – Masahiro Kobayashi, 2007

To chyba najtrudniejszy film z ca艂ego zestawienia, je艣li nie najtrudniejszy jaki w 偶yciu widzia艂am. W tym filmie nic si臋 nie dzieje, jednak je艣li otworzy si臋 serce i wy艂膮czy umys艂, mo偶na zosta膰 przepe艂nionym ogromem obezw艂adniaj膮cych uczu膰. Ja przyznaj臋, 偶e rzuci艂 mnie na kolana.

Starszy m臋偶czyzna traci c贸rk臋. Zabi艂a j膮 kole偶anka ze szko艂y. M臋偶czyzna wyprowadza si臋, zamieszkuje samotnie w mieszkaniu pracowniczym przy hucie, w kt贸rej pracuje codziennie. Zjada ry偶 z jajkiem. Zanosi pranie do pralni. W  przera藕liwie g艂o艣nej hucie na mask臋 sypi膮 mu si臋 iskry. Wraca do domu. W kantynie dla pracownik贸w je ry偶 z jajkiem. Robi zakupy. Og艂uszaj膮cy ha艂as i iskry w hucie. Sen. Ry偶 z jajkiem. Pranie. Huta. Sen. Ry偶 z jajkiem. Zakupy. Huta. Sen. Pewnego dnia zauwa偶a, 偶e kobieta pracuj膮ca w kuchni w jego hotelu, to matka morderczyni jego c贸rki. Patrz膮 na siebie na ulicy. Ona zostawia mu pakunek z zakupami pod drzwiami. Huta. Sen. Ry偶. Huta. Sen. Ry偶.

W czasie seansu jaki艣 oburzony m臋偶czyzna wsta艂 i, wychodz膮c z sali kinowej ,zawo艂a艂 „Ludzie, nie dajcie si臋 robi膰 w pajaca!”. Niekt贸rzy nie wytrzymywali, innym by艂o g艂upio. Ja mog臋 policzy膰 na palcach jednej r臋ki przypadki kiedy tak bardzo p艂aka艂am po filmie.


Ostatnie 偶ycie we wszech艣wiecie (The Last Life in the Universe) – Pen-Ek Ratanaruang, 2003

W tym filmie s艂owa padaj膮, ale s膮 tak naprawd臋 nieistotne, wszystko rozgrywa si臋 mi臋dzy bohaterami jako艣 tak samoistnie. 呕eby za du偶o nie zdradza膰, Kenji narazi艂 si臋 yakuzie. Poza tym pracuje w bibliotece i ma obsesj臋 na punkcie porz膮dku i my艣li samob贸jcze. Ci膮g艂e. Nieprzerwane. To, jak cz臋sto i z jakim niezachwianym spokojem pr贸buje si臋 zabi膰, w pewnym momencie wydaje si臋 komiczne. W czasie jednej z pr贸b samob贸jczych poznaje Noi, kt贸rej m艂odsza siostra ginie w wypadku samochodowym. Losy Kenji’ego i Noi splataj膮 si臋 w intryguj膮cy spos贸b, a m臋偶czyzna okazuje si臋 skrywa膰 w sobie znacznie wi臋cej, ni偶 mo偶na by si臋 spodziewa膰. Najbardziej w filmie podoba mi si臋 poruszaj膮cy realizm magiczny, taka odrobina czaru i niezwyk艂o艣ci, kt贸ra pojawia si臋 cz臋sto w kie艂kuj膮cych zwi膮zkach mi臋dzy lud藕mi – a w tym filmie zosta艂a czaruj膮co zobrazowana.


W og贸le re偶yser tego filmu – Pen-Ek Ratanaruang – to niezwykle czaruj膮cy cz艂owiek, kt贸ry po prostu czuje magi臋 zwi膮zku, relacji mi臋dzyludzkich i skomplikowanych uczu膰, jakie w sobie skrywamy. Nigdy nie zapomn臋 tego jak opowiada艂 o swoim innym filmie, „Nimfa” i wieloznacznym angielskim tytule, kt贸ry wymy艣li艂. Ten cz艂owiek rozumie niuanse i subtelno艣ci i nie musi prowadzi膰 widz贸w za r臋k臋, aby zrozumieli jego przekaz. Niczego nie okre艣la niepotrzebnie, niczego nie odpowiada. Takie filmy lubi臋.

A wy? Lubicie filmy, w kt贸rych pada ma艂o s艂贸w, a akcja zwykle toczy si臋 powoli? Macie jakie艣 swoje typy?

M贸wi si臋, 偶e „The Night Manager” to taka wprawka Toma Hiddlestona przed wcieleniem si臋 w rol臋 kolejnego Bonda. I co艣 w tym jest – Hiddleston jest charyzmatyczny, uroczy, dobrze wygl膮da w garniturze i ma 艣liczny akcent. Czego chcie膰 wi臋cej? „The Night Manager” pokazuje, 偶e mo偶na chcie膰 du偶o wi臋cej, bo aktor jest w stanie stworzy膰 nie tylko dobrze wygl膮daj膮c膮, ale te偶 niejednoznaczn膮, intryguj膮c膮 i bardzo ludzk膮 posta膰, a to wi臋cej ni偶 niekt贸rym wystarcza do szcz臋艣cia. Wr贸膰my jednak do serialu. Jest to produkcja sze艣cioodcinkowa, zainspirowana powie艣ci膮, opowiada wi臋c zamkni臋t膮 histori臋 – histori臋 cz艂owieka, kt贸ry w akcie zemsty decyduj臋 si臋 na misj臋 szpiegowania wp艂ywowego handlarza broni膮 (Hugh Laurie), milionera udaj膮cego handlarza sprz臋tem rolniczym, a po drodze oczywi艣cie wszystko si臋 komplikuje.


Forma miniserialu moim zdaniem jak najbardziej zda艂a egzamin – akcja nie jest ani przesadnie rozwleczona (jak to ma miejsce cho膰by w tych wszystkich filmach, w kt贸rych ostatnia cz臋艣膰 od czas贸w ostatniego Pottera musi by膰 podzielona na dwa; 偶e o „Hobbicie nie wspomn臋”). Sama fabu艂a z powodzeniem zmie艣ci艂aby si臋 nawet w trzech odcinkach, ale dzi臋ki podwojeniu tej liczby znalaz艂o si臋 miejsce na wyra藕ne zarysowanie postaci i t艂a historii, rozpieszczenie widz贸w przepi臋knymi kadrami, a tak偶e poprowadzenie intrygi w spos贸b nie艣pieszny i wywa偶ony, co moim zdaniem pozytywnie wyr贸偶nia t臋 produkcj臋 na tle thriller贸w, w kt贸rych wszystko dzieje si臋 na raz. O ile zwykle w tego typu filmach najbardziej interesuje nas akcja, o tyle w „The Night Managerze” dostajemy podobn膮 dawk臋 dreszczyku emocji, a jednocze艣nie czas, by to wszystko przetrawi膰 i przyjrze膰 si臋 prawdziwym zamiarom i intencjom bohater贸w. Rozpracowywanie ich psychiki sprawi艂o mi tyle samo przyjemno艣ci, co samo spekulowanie na temat tego jak dalej potoczy si臋 akcja.


Przyznam od razu, 偶e pierwszy odcinek mnie nie zachwyci艂. Pod koniec poczu艂am iskierk臋 nadziei, 偶e jeszcze si臋 poprawi, 偶e to dopiero pocz膮tek, jednak gdyby nie dobra wola by膰 mo偶e mniej ch臋tnie zdecydowa艂abym si臋 na danie serialowi drugiej szansy. Ciesz臋 si臋 jednak, 偶e to zrobi艂am, poniewa偶 ju偶 po drugim odcinku werdykt by艂 jasny: serial jest 艣wietny. Przy trzecim by艂 ju偶 cudowny. Co jednak nie spodoba艂o mi si臋 za pierwszym razem? Ot贸偶 w膮tek, kt贸ry stanowi si艂臋 nap臋dow膮 i g艂贸wn膮 motywacj臋 do dzia艂ania Jonathana Pine’a, g艂贸wnego bohatera. Pine jest nocnym recepcjonist膮 w ekskluzywnym hotelu w Kairze, a jednocze艣nie by艂ym 偶o艂nierzem i generalnie cz艂owiekiem nieustraszonym. Poznaje atrakcyjn膮 kobiet臋, Sophie Alekan, kt贸ra powierza mu tajne dokumenty, kt贸re 艣wiadcz膮 na niekorzy艣膰 Richarda Ropera, kt贸ry na szerok膮 skal臋, pod przykrywk膮, handluje broni膮. Pine, patriota, wysy艂a kopie dokument贸w do Anglii, a wyciek sprowadza na kobiet臋 wielkie niebezpiecze艅stwo. I cho膰 Pine pr贸buje pom贸c, daje si臋 jej wci膮gn膮膰 w kr贸tki romans i og贸lnie robi wszystko, co w jego mocy by pom贸c damie w opresji, sytuacja ko艅czy si臋 tragedi膮 i zostawia bohatera z krwawi膮c膮 ran膮 w sercu. Nieco zbyt krwawi膮c膮, jak na m贸j gust – w ko艅cu romans trwa艂 bardzo kr贸tko, a mi臋dzy bohaterami nie dostrzeg艂am ani 艣ladu chemii – a pami臋tajmy, 偶e Tom Hiddleston to chodz膮cy erotyzm i chemi臋 wyczu艂abym nawet mi臋dzy nim a ksi膮偶k膮 telefoniczn膮. Wychodzi wi臋c na to, 偶e musia艂am w motywacje bohatera wierzy膰 na s艂owo, a dopiero kolejne odcinki zarysowa艂y mi Pine’a jako kobieciarza, kt贸ry jest bardzo wra偶liwy na wdzi臋ki p艂ci pi臋knej i chyba faktycznie ma jaki艣 kompleks bohatera. Szczeg贸lnie wida膰 to by艂o po tym jak wpl膮tywa艂 si臋 w relacj臋 z Jeb, pi臋kn膮 kobiet膮 Ropera, co przecie偶 stanowi艂o ogromne ryzyko, a jednak go nie powstrzyma艂o.


Bohaterem Pine jest bardzo niejednoznacznym. Dzia艂a dla wi臋kszej idei, ale jednocze艣nie z prywatnych pobudek, przy czym w艂a艣ciwie nigdy nie mamy stuprocentowej pewno艣ci po czyjej jest akurat stronie, jakie ma plany i co naprawd臋 czuje. Kiedy agentka Angela Burr, kt贸ra decyduje si臋 zrobi膰 z niego swoj膮 wtyk臋 u Ropera, ma w膮tpliwo艣ci czy Pine nadal dla niej pracuje, r贸wnie dobrze w膮tpliwo艣ci te mog膮 dzieli膰 widzowie, mimo 偶e wiedz膮 wi臋cej od niej. Do ko艅ca jednak nie ma stuprocentowej pewno艣ci czy Pine pracuje dla angielskiego wywiadu, czy dzia艂a na dwa fronty, a mo偶e robi to, co w danej chwili najlepsze dla niego samego? Pod koniec serii twierdzi, 偶e jest pusty w 艣rodku i nie ma nic do stracenia – trudno mu jednak do ko艅ca uwierzy膰. W ko艅cu silnie prze偶y艂 (a przynajmniej tak widzom wmawiali w pierwszym odcinku – ja jestem sceptyczna) 艣mier膰 Sophie, szybko zacz膮艂 anga偶owa膰 si臋 emocjonalnie w romans z Jeb, na pewno wi臋c zar贸wno do stracenia jak i do zyskania mia艂 ca艂kiem sporo. Po obejrzeniu serialu zdajemy sobie jednak spraw臋 z tego, 偶e chocia偶 kibicowali艣my mu przez cze艣膰 odcink贸w, to nie mamy poj臋cia kim jest. Gdzie naby艂 wszystkie umiej臋tno艣ci, do czego je wcze艣niej stosowa艂 (mo偶e bez skrupu艂贸w zabi膰, wi臋c mo偶e mo偶na go wzi膮膰 za Ropera na mniejsz膮 skal臋) i czy obywatelski obowi膮zek to wiarygodna motywacja dla jego dzia艂a艅? Je艣li nie, to czy zemsta ni膮 jest?


Motywacje zar贸wno Ropera jak i Angeli Burr s膮 z kolei zupe艂nie jasne. Roper to pewny siebie przedsi臋biorca, mo偶e nie tyle uroczy i czaruj膮cy (jak Pine), a raczej charyzmatyczny, potrafi jednym s艂owem czy spojrzeniem pokaza膰 ogrom swojej pot臋gi, a jego przenikliwo艣膰 mog艂aby stan膮膰 w szranki z maszyn膮 rentgenowsk膮. Hugh Laurie stworzy艂 tu bezwzgl臋dn膮 posta膰, kt贸ra w jednej chwili rozmawia z ukochanym synkiem, by w nast臋pnej bez mrugni臋cia okiem brutalnie zg艂adzi膰 kogo艣, kto mu podpad艂. Nie wspominaj膮c ju偶 o tym ca艂ym biznesie z broni膮 mniej lub bardziej masowego ra偶enia. O ile jednak, tak jak w przypadku wspania艂ego Toma Hiddlestona, do gry aktorskiej nie mam najmniejszych zastrze偶e艅, a posta膰 wykreowana jest w naprawd臋 ciekawy spos贸b, z panem Roperem te偶 mam pewien problem. Jak to mo偶liwe, 偶e tak d艂ugo nie przejrza艂 Pine’a? To na nowego powinny pa艣膰 pierwsze podejrzenia, to jemu powinien zosta膰 doczepiony ogon, skoro ju偶 zosta艂 mianowany na najbli偶szego wsp贸艂pracownika Ropera i tak wiele od niego zale偶a艂o. Nie uk艂ada艂 mi si臋 te偶 sam fakt tego, 偶e Pine zosta艂 na wst臋pie obdarzony takim zaufaniem, a skoro od pocz膮tku by艂o wiadomo, 偶e by艂y recepcjonista jest niez艂ym spryciarzem, to nale偶a艂o mie膰 si臋 na baczno艣ci. Czy zawiod艂a zbytnia pewno艣膰 siebie Ropera, czy tak bardzo uj膮艂 go fakt, 偶e Pine najpierw uratowa艂 偶ycie, a potem zacz膮艂 艣wietnie si臋 dogadywa膰 z synkiem Ropera, a mo偶e jednak zabrak艂o kilku minut czasu antenowego na to, by przedstawi膰 wi臋cej wiarygodnych powod贸w?


Angela Burr, natomiast, jest moj膮 absolutn膮 faworytk膮 i nie mam do niej najmniejszych zastrze偶e艅. Zrobienie z agenta nadzoruj膮cego tajne operacje ci臋偶arnej kobiety by艂o moim zdaniem wspania艂ym posuni臋ciem. Bohaterka zyska艂a na realizmie dzi臋ki temu, 偶e nie by艂a kolejnym powa偶nym facetem za biurkiem, a kobiet膮 z misj膮, osob膮 g艂臋boko i emocjonalnie zaanga偶owan膮 w spraw臋. To ze wzgl臋du na ni膮 kibicowa艂am Pine’owi, bo on by艂 ostatni膮 szans膮 Angeli na ukaranie Ropera za handlowanie broni膮, kt贸rej u偶ycie powoduje tragiczne skutki – jak masowa 艣mier膰 dzieci, kt贸r膮 Burr widzia艂a na w艂asne oczy i od tej pory nie mo偶e wyrzuci膰 tego obrazu z g艂owy. To, 偶e sama ma by膰 matk膮, dodatkowo uwiarygadnia jej motywacj臋, kt贸ra poruszy艂a mnie o wiele bardziej ni偶 jakakolwiek motywacja Pine’a. To Burr by艂a g艂ow膮 operacji, ona zajmowa艂a si臋 trudn膮 i 偶mudn膮 papierkow膮 robot膮, w szarym i nudnym biurze w Londynie. Ale to dzi臋ki niej mog艂o w og贸le doj艣膰 do jakichkolwiek pr贸b zdemaskowania Ropera. Nie zrozumia艂am wszystkich rozm贸w, kt贸re odbywa艂y si臋 w londy艅skich biurach – pada艂o wiele nazwisk i zagmatwanych sytuacji, jednak te sceny, a tak偶e fragmenty pokazuj膮ce ile to wszystko Angel臋 kosztuje, umieszcza艂y ca艂膮 intryg臋 w szerszej perspektywie, pokazuj膮c przy tym, 偶e tajne operacje to nie tylko pluskwy, po艣cigi i wybuchy, ogl膮dane z dala przez profesjonaln膮 ekip臋 w nowoczesnym gabinecie. To te偶 ludzie, kt贸rych bez wi臋kszego zainteresowania min臋liby艣my w lokalnym warzywniaku, kt贸rzy maj膮 prywatne 偶ycie i czasem musz膮 dzia艂a膰 na 偶ywio艂, id膮c za g艂osem serca czy podszeptem intuicji. Ludzie, kt贸rzy te偶 musz膮 si臋 u偶era膰 z urz臋dnikami, te偶 nie s膮 pewni wynik贸w swoich dzia艂a艅 i musz膮 zaryzykowa膰. I cho膰 na szali jest wiele, to nie musz膮 by膰 takimi imponuj膮cymi jednostkami jak Pine czy Roper, by ud藕wign膮膰 spraw臋.


Skoro o kobietach mowa, to wspomn臋 o Jed, z kt贸r膮 zwi膮zana jest na sw贸j spos贸b zabawna refleksja. Ta pos膮gowa pi臋kno艣膰, kt贸ra co chwil臋 zachwyca艂a kolejnym przepi臋knym strojem i idealn膮 sylwetk膮, w pierwszej chwili wpad艂a w moim odczuciu do przegr贸dki „przeseksualizowany obiekt m臋skich fantazji”, co w du偶ej mierze by艂o spowodowane moj膮 frustracj膮 postaci膮 Sophii (przesadnie uwodzicielska kobieta, ma艂o wiarygodna jako dama w opresji, w kt贸rej ka偶dy zakochuje si臋 na zawo艂anie). Kiedy wi臋c Jed w pierwszym odcinku zrzuci艂a przy licznym towarzystwie ubrania, a potem w wannie pon臋tnie wymachiwa艂a nog膮 w stron臋 Pine’a, z g贸ry si臋 naje偶y艂am, obawiaj膮c kolejnej przerysowanej postaci. Na szcz臋艣cie jednak w drugim odcinku tw贸rcy postanowili pokaza膰 ludzk膮 twarz Jed (przyznaj臋, 偶e by艂am w szoku jak gwa艂townie i nagle j膮 polubi艂am – drugi odcinek og贸lnie by艂 zwrotem o 180 stopni i nagle serial spodoba艂 mi si臋 dziesi臋膰 razy bardziej). Kiedy jednak Jed zyska艂a moj膮 sympati臋 zaraz wr贸ci艂a pocz膮tkowa frustracja, bowiem okaza艂o si臋, 偶e nie jest przesadnie rozgarni臋ta (pod nosem Ropera rzucaj膮c pow艂贸czyste spojrzenia Pine’owi) a do tego zara偶aj膮c tym brakiem rozgarni臋cia Pine’a (kt贸ry pod nosem Ropera rzuca艂 pow艂贸czyste spojrzenia Jed). Nie wiem jakim cudem uda艂o im si臋 z tym uj艣膰 na sucho tak d艂ugo, ani te偶 dlaczego Corky lub Frisky – przyboczni Ropera – nie donie艣li nic na ten temat. Wydaje si臋 dziwne, 偶e co艣 takiego umkn臋艂o uwadze tak uwa偶nego przecie偶 Ropera.  


Swoj膮 drog膮 Corky, a Frisky troch臋 mniej, to te偶 ciekawe postacie. U obu zachwyci艂o mnie to jak ich przezwiska idealnie oddaj膮 ich charaktery. Corky, zaufany cz艂owiek Ropera, w pe艂ni korzysta z 偶ycia, nie odmawiaj膮c sobie mi艂ego towarzystwa i alkoholu, jest wsz臋dzie obecny na chwil臋 nie da o sobie zapomnie膰. Frisky jest z kolei tak „rozbrykany”, 偶e 艣wietnie wychodzi mu torturowanie kobiet na zlecenie. Jestem zadowolona z tych dw贸ch postaci, bo mia艂y w sobie nieco wi臋cej charakteru ni偶 zwykle maj膮 tacy towarzysze czarnego charakteru. Ale i czarny charakter by艂 znacznie ciekawszy ni偶 zwykle.

Musz臋 podkre艣li膰, 偶e mimo pewnych w膮tpliwo艣ci czy drobnych niedoci膮gni臋膰, serial uwa偶am za znakomity. By艂 nie tylko okazj膮 dla Hiddlestone’a by zaprezentowa膰 si臋 w nowym 艣wietle (nadal gryzie mnie ogl膮danie go w roli mordercy, ale aktor powoli prze艂amuje ci膮偶膮c膮 na nim kl膮tw臋 „tego uroczego m艂odego cz艂owieka”), ale po prostu wspania艂膮 rozrywk膮. Poczynaj膮c od drugiego odcinka na ka偶dy kolejny czeka艂am z ogromn膮 niecierpliwo艣ci膮, czuj膮c gdzie艣 w 艣rodku dreszczyk podniecenia. I nawet nie tyle interesowa艂o mnie co dalej – serial nie jest usiany wrednymi cliffhangerami – ale po prostu by艂am spragniona tej atmosfery, powolnego szkicowania relacji, przepi臋knych widok贸w, pracy kamery. Oczywi艣cie nadal by艂am zachwycona Hiddlestonem i Lauriem, ale bardzo szybko z艂apa艂am si臋 na tym, 偶e serialu nie ogl膮dam ju偶 dla aktor贸w, a dla postaci, dla zadziwiaj膮co niespiesznej akcji (i dla Angeli Burr). Co ciekawe, o ile pierwszy odcinek jeszcze nie wci膮gn膮艂 mnie w akcj臋, to kolejne wyda艂y mi si臋 do艣膰 r贸wne. Nie dozna艂am nag艂ego poczucia przyspieszenia pod koniec serialu, kiedy trzeba by艂o domkn膮膰 w膮tki i nie mia艂am takiego uczucia, jakie cz臋sto towarzyszy mi przy tego typu produkcjach (kiedy to patrz臋 na zegarek i zastanawiam si臋 jakim cudem tw贸rcy serialu upchn臋li wszystkie zako艅czenia w tych kilku czy kilkunastu minutach, kt贸re zosta艂y do ko艅ca). Wra偶enia – jak najbardziej pozytywne.


Spodoba艂a mi si臋 idea (mini)serialu sze艣cioodcinkowego. Trzy to cz臋sto ma艂o, przy dwunastu z kolei zwykle pojawia si臋 zbyt wiele w膮tk贸w-dygresji, kt贸re nie wnosz膮 nic istotnego i nie zostaj膮 w艂a艣ciwie domkni臋te. „The Night Manager” opowiedzia艂 histori臋 sensacyjn膮, ale w stylu bardziej przypominaj膮cym obyczaj贸wk臋, w kt贸rej wiele si臋 dzieje. Dobrze, 偶e postacie zosta艂y zarysowane porz膮dnie, ale ich tajemnic nie obna偶ono ca艂kowicie, zostawiaj膮c wiele wyobra藕ni. Dzi臋ki temu serial usatysfakcjonowa艂 mnie i zaspokoi艂, ale nie zostawi艂 z uczuciem przesytu. Czyli osi膮gn膮艂 dok艂adnie to, czego oczekuj臋 od intryguj膮cego filmu.


Obs艂ugiwane przez us艂ug臋 Blogger.