wtorek, 1 marca 2016

'Sugar: Koci żywot' - mru, to mi się podoba!


Kiedy człowieka łapie chandra, a nie ma pod ręką kota, do którego mógłby się przytulić, jest jeszcze inna możliwość – można sięgnąć po koci komiks. „Sugar”, tytułowy bohater komiksu Belga Serge’a Baekena, wpatruje się w nas żółtymi ślepiami ze ślicznej fioletowej okładki, przywodzącej na myśl słynny dziewiętnastowieczny plakat kabaretu Le Chat Noir. Sugar jest tak samo tajemniczy i przypomina nietoperza, przez co imię zupełnie mu nie pasuje, ale takie niepasujące imiona często okazują się najlepsze.

Co więc czeka nas po otwarciu komiksu? Przede wszystkim prześliczna oprawa wizualna. Cała książka, w grubej okładce, z wyklejką w koty i dobrym jakościowo papierem sprawia, że po prostu miło jest trzymać ją w rękach. Największe wrażenie jednak robi, oczywiście, sam komiks. Opowieść, zawierająca mini historyjki, została podzielona na trzy główne części: wprowadzającą, opowiadającą o Sugarze oraz miniaturową historię w historii. W pierwszej części, najkrótszej – a jednocześnie chyba najbardziej poruszającej – poznajemy historię dwóch z kilku poprzednich kotów właścicieli, Serge’a i jego żony Anny: łaciatego Tima, który wydawał się umieć mówić, oraz malutkiego Jeffa, przedwcześnie zabranego od matki. Oba koty, jak można się domyślić, spotyka marny los, przez co sami również czujemy pustkę w sercu i obawiamy o następne koty, być może też nie witamy Sugara – bohatera reszty komiksu – z takim entuzjazmem, na jaki zasłużył. Tym większe wrażenie robią fragmenty pokazujące jak kot powoli daje się oswoić, staje się pełnoprawnym członkiem rodziny i rozwija swój własny charakter. Dzięki tej początkowej rezerwie kiedy już przywiązujemy się do tego zwierzaka z uszami nietoperza, przywiązujemy się w pełni.

To niesamowite jak na przestrzeni około osiemdziesięciu stron autorowi udało się ukazać historię jednocześnie prostą i dla wielu ludzi zupełnie zwyczajną, a jednocześnie poruszyć i zaangażować czytelnika w taki sposób, żeby po prostu chciał z bohaterami obcować. Bo w „Sugar” nie chodzi o to, co będzie dalej. Tam wszystko dzieje się tu i teraz, a czas płynie leniwie jak wtedy, gdy kot wygrzewa się na słońcu, by zaraz potem na moment ruszyć z miejsca z prędkością błyskawicy, kiedy przez pokój przelatuje piłeczka, za którą trzeba ruszyć w pościg.

Każda strona komiksu podzielona jest na 24 boksy, z których niektóre łączą się w większe obrazki, dzięki czemu sceny ruchu są naprawdę dynamiczne, a czytelnik jest poprowadzony przez historię w taki sposób, że czuje upływ czasu, wagę pewnych wydarzeń, i ma szansę zaangażować się emocjonalnie, ponieważ ten komiks przeżywa się trochę tak jak film – z ciekawym kadrowaniem i montażem. Jest niezwykle dynamiczny kiedy trzeba, a kiedy indziej spokojnie i wnikliwie ilustruje intymne detale i przeżycia. W pewnym momencie komiks zmienia się – przyjmuje formę książki w książce. Opowieść przedstawiona w tym fragmencie jest podsumowaniem całego życia Sugara w rodzinie Serge’a i Anny i jest zarysowana przy pomocy krótkich, prostych rymów. To całkiem uroczy pomysł, choć już nie robi takiego wrażenia jak reszta „Sugara”, bo przyjmuje trochę lżejszy ton. To posunięcie nabiera jednak więcej sensu po skończeniu lektury i kiedy dodatkowo zdajemy sobie sprawę z tego jak długo autor nie kończył procesu twórczego – komiks przez długi czas był jedynie kilkoma luźnymi kartkami, które dopiero po latach w szufladzie i w skutek kontaktu z francuskim wydawnictwem, zaczęły przyjmować ostateczny kształt.



Baeken nie przedstawia wszystkich cech, którymi charakteryzują się koty, nie jest to opowieść naturalistyczna i nie przypomina dokumentu typu „z kamerą wśród zwierząt”, ale też niczego nie ukrywa – nawet fragmentów przykrych i nieprzyjemnych. Pokazuje świetnie na czym takie kocie życie polega, w jaki sposób płynie i w sposób symboliczny uchwytuje to, co najważniejsze w kocim jestestwie. Przede wszystkim „Sugar” jest jednak hołdem dla wszystkich, również poprzednich, kotów właścicieli – Tima, Jeffa, Milki, Igora, Mayi, Pogo i Rikkiego – którym cała książka jest zadedykowana, i które nadal żyją w ich sercach i wspomnieniach. Narysowanie komiksu to jednocześnie przepiękny sposób na uhonorowanie ukochanych pupili, oraz sposób na poradzenie sobie z ich utratą. Sądzę, że samo przeczytanie i poświęcenie czasu na powolne obejrzenie grafik może przynieść czytelnikom ukojenie i pewnego rodzaju katharsis. Ja spędziłam z tą książką cudowny, spokojny wieczór i wam też polecam oderwać się na chwilę od uroczych filmików z kotkami, a zamiast tego poświęcić chwilę na spotkanie dostarczające kilku wzruszeń i, być może, materiału do refleksji. Polecam gorąco, nie tylko kociarzom, bo to po prostu dobry komiks, do którego się wraca.

Tytuł: Sugar: Koci żywot

Autor: Serge Baeken

Wydawnictwo: timof i cisi wspólnicy

Liczba stron: 80

Rok wydania: 2015

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz